Miasto które przytłacza. Historią, pięknem, tym czym było i tym czym się staje. Gubisz się i odnajdujesz, bo Rzym jest czymś tak nieprzenikalnym, a jednocześnie dobrze znanym.
Wszechobecny antyk, architektura którą widzisz na zdjęciu i żywa wydaje się nie istnieć na prawdę. Turyści w miejscach które chcieli zobaczyć, więc przejechali tysiące kilometrów, żeby kupować szale pod Koloseum w temperaturze która nie pozwala im myśleć o niczym zbyt trzeźwo. Tłoki i gwar, od których tak na prawdę warto się wyłączyć, odejść, żeby się zastanowić jak to jest, że Rzym jest tak pięknie chaotyczny.
Modernistyczny dworzec Termini to betonowa, wysoka fala, która w środku kryje podróżnych. Ale już w bocznej ulicy, parę przecznic dalej, jest tak wąsko, że mieszkańcy suszą na linach pranie, jest ciepło, wyschnie na pewno w kilka godzin. To tu przenika się prawdziwe życie z tym turystycznym, jakby na bocznym torze, bo Rzym jest strasznie autentyczny, włoski, niezmienny. Kultura, którą żyją tu ludzie, tak najzwyczajniej, na kilka dni staje się też i twoją, więc odpoczywasz popołudniu i wieczorem, jesz kolację koło Panteonu, szukasz fontanny, żeby umyć w niej ręce, może spacer. Są podświetlone mosty, place i wszystko jest ważne, ma długą historię, ale przewodnik już sam nie ogarnia ogromu tego miejsca. Znajdujesz tylko kilka zdań o jakimś małym kościele w centrum miasta, ale ten który znalazłeś wygląda tak podobnie, że nie dociekasz, mieszasz informacje. I idziesz dalej, świetlistymi ulicami.








Brak komentarzy:
Prześlij komentarz