Paryż, znowu. Uderza mnie wszystkimi stereotypami i spójnością moich wyobrażeń o mieście z rzeczywistością.
Zostawiając Londyn, Paryż wydaje mi się metropolią tak samo intensywną, lecz jakby, zbudowanego z zupełnie innej tkanki. To tu ludzie piją kieliszek wina przed południem, spóźniają się 10 minut, odrzucają poczucie winy. W Londynie uzyskasz wolność i pozwolenie na bycie tym kim wyobrażasz sobie, że jesteś, ale dopiero w Paryżu czujesz się na siłach autentycznie polubić i objąć siebie w całej naturalności. Nie chcę przepraszać za każdą słabość i złamane słowo, które składam sobie w obietnicy. Na tym polega namacalna różnica obu miejsc.
Prozaiczne czynności nabierają nowych znaczeń kiedy znajdujesz się w mieście ogólnodostępnego piękna i swobody. Jeśli idealizuję, chcę się sama przekonać, że jestem w błędzie. I nie przepraszać.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz