Pisanie o kobiecych artystkach nie jest manifestacją
feminizmu, ale eksploracją twórczości która patrzy na świat z bliskich mi perspektyw.
Niki de Saint Phalle była jedną z tych jednostek, które
analizowały symbole i stereotypy kobiecości. Należąc do grupy nowych realistów, razem z Jeanem
Tinguley twozyli ogromne rzeźby, gdzie erotyzm to tylko przykrywka. Prezentując
jedną z nich w ogrodach Moderna Museet w Sztokholmie, Niki zaprosiła
zwiedzających do samego środka kobiecego ciała, budząc kontrowersje, przyjmując
gości między nogami swojej rzeźby. Plenerowe instalacje były sposobem na
wypuszczenie sztuki na dwór, w kontrze dla tradycyjnego oglądania dzieł
w galerii. Jej wyolbrzymiane sylwetki to polemika z
ideałem. Mocno trzymając się kolorów, podążała za inspiracją Mondrianem, ale to
nie estetyczny efekt stanowił o wartości jej sztuki. Często radykalnie, ale i
pewnie, były to żądania i bezkompromisowe pytania o to, co stanowi kobieta w
świecie odrywającym się od klasycznych podziałów.
Jej rzeźbiarskie ogrody w Toskanii to efekt fascynacji
znaczeniom przypisywanym kartom tarota. Ceramiczne i szklane mozaiki wypełniają
naturalną przestrzeń, w której żyła, stopniowo tworząc własną, abstrakcyjną
rzeczywistość. Mówiła, że życie bez śmierci nie ma znaczenia. To chyba ulotność
rzeczy pozwalała jej wypowiadać się na temat współczesności w sposób
kontrowersyjny. Taka była też jej
sztuka.












