4/30/2015

biblioteka



 


Biblioteka może być miejscem publicznym, stosem książek na PRL-owskich stołach, gdzie chybotliwe krzesła na metalowych nogach trą o drewniane panele podłogi. Biblioteka może być nowoczesną instytucją, z komputerowym indeksem i szklanym biurkiem pani bibliotekarki. Ale biblioteka może stać się też domem, osobistym zbiorem, odzwierciedleniem ludzkiego życia i jego etapów.

Kiedy pakuję do kartonu moje książki, widzę oś czasu. Nie wiem kiedy dokładnie przekroczyłam granicę między kupowaniem, a zbieraniem. Sklepy charytatywne, antykwariaty, lumpeksy, księgarnie. Wszystkie są źródłem dla biblioteki, która rozrasta się, od kilku rzuconych na stos używanych wydań, przez ustawania z nich piramid, po szafki, półki i regały. Opcjonalnie dochodzi pedantyczne sortowanie okładek według koloru lub klasycznie, alfabetu. Biorąc do ręki książkę dawno przeczytaną, z której nie przepisałabym ani jednego cytatu, mimo wszystko przypominam sobie, dlaczego jest ona wśród tych stosów, jak się czułam, jaka byłam w tamtym momencie. Odnajduję motywy jej zakupu, widzę siebie dawniej i odbija mi się jakiś ułamek przeszłości w matowej okładce. Trochę to rzewne, może naiwne, bo to nie fotografie ani prawdziwe wspomnienia, tylko łańcuch przyczyn i skutków, gdzie na końcu widać te książki właśnie a w nich jakby, niezależnie od prawdziwej treści, zapisane wydaje się być tylko nasze życie. Po to się je zbiera, ale może też aby ta biblioteka przetworzona została w coś pięknie estetycznego  na samym końcu. Pomieszczenie albo kawałek podłogi z lampą i fotelem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz