Londyńska flora to ewenement. Przestrzeń autobusów i
taksówek, galerii i monumentów, mekka turystów i nowoczesności. W tym wszystkim
zieleń wtapia się w kolor neonów, ale czasem wychodzi na pierwszy plan.
Aby ją dostrzec, można spędzić godziny. Parki to aleje
i dopilnowane grządki, ale ta flora która zaskakuje najbardziej, to wyłaniające
się z ganków magnolie przy stacji Queen’s Park. Parę kroków dalej, w kierunku
Kilburn Park, dostrzegasz palmę i jesteś
na innym kontynencie. Dochodząc do West Hampsted, gdzie bluszcze oplatają wejścia murowanych domów,
wiesz, że przekraczasz granice londyńskich światów, gdzie to roślinność
decyduje o charakterze otoczenia. Można ją ominąć, bo nie rzuca się w oczy. Można
ją bardzo kochać, bo upiększa miejsca. Można ją doceniać, bo robi to wszystko
po swojemu, wbrew miastu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz