Nie do końca wiem od czego tu zaczynać, a na czym kończyć. Może od tego, że to miasto stolica, siedziba i historia, którą człowiek zna tak znikomo, że aż mu wstyd.
Przynajmniej mi. Wysiadając na dworcu centralnym, wśród betonów i szklanych powierzchni, pachnie trochę ładnie, a trochę brzydko. Widzisz miejsce i jego rewolucję, czujesz, że się zmienia i ty tej zmiany doświadczasz. Idziesz Emilii Plater, skręcasz w Aleje Jerozolimskie i wśród sklepów z wódką, nagle wyrastają modne butiki. Wszystko tu kontrastuje i się bałagani, ale jednocześnie schodzi się w klimat miasta. Modny plac Zbawiciela przechodzi w modernistycznie przytłaczający plac Konstytucji, ale to nie przeszkadza, chcesz iść dalej, patrzeć na nowoczesność i starość, przenikają się właśnie tutaj.
Wieczorem wychodzisz, przebierasz w restauracjach i bistrach, może akurat czas na Powiśle. Tam wszystko wydaje się lepsze, spokojniejsze. Rano znowu jest codzienność i jedna linia metra, kiedyś będzie ich wiele. Nie chcę pisać już więcej, bo Warszawę znam pobieżnie. Chcę poznawać jej charakter, który wyłania się spomiędzy jej przeszłości, a tego czym obecnie się staje.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz