3/15/2015

jules de balincourt




Mapy, ludzie, eksplozje. Gdzieś  pomiędzy wizualną abstrakcyjnością, a realizmem tematów, Jules de Balincourt maluje to wszystko i pokazuje swoją Amerykę.

Patrząc na rzeczywistość z pozycji kulturowego outsidera, Balincourt urodził się w Paryżu. Obce było mu pojęcie przynależności do miejsca, jego rodzina przeniosła się do Los Angeles, gdzie dorastanie według amerykańskich snów, w momencie przemian politycznych i społecznych lat 80, podświadomie kształtowały jego zmysł malarski i estetykę.

Jak Baudelaire  opisywał malarza życia nowoczesnego, tak Balincourt zachował w sobie wskazaną naiwność, która pozwala patrzeć na rzeczy bez wyższości, z uwagą, a jednocześnie przeplatać obserwacje i własną refleksję pomiędzy obrazy. Jego proces bierze źródło w braku pomysłu, idąc w bliżej nie określonym kierunku, który ostatecznie staję się silną różnorodnością. I choć obraz jako komentarz na tematy współczesne nie jest przełomowym odkryciem, Balincourt tak jakby najpierw zaspokaja nasz zmysł estetyczny, przyciąga kolorem, kompozycją i pozwala wyłonić się wszystkim mniej dosłownym treściom. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz